Bajki

"Samotna Pani Burza", autor: Katarzyna Nawrocik

W Tęczowym miasteczku, prawie zawsze panowała piękna pogoda. Nawet kiedy padał deszcz, Słońce wciąż tkwiło na niebie i dlatego, często malowała się na nim tęcza. Stąd nazwa miasteczka. Jedna tylko rzecz budziła niepokój mieszkańców owego miejsca. Była to Pani Burza. Postać ta, z wiecznie rozczochranymi włosami (jakby ją piorun strzelił) i bardzo elektryzującym się swetrem, choć pojawiała się rzadko, to z wielkim hukiem! Gdy tylko czuć było, że wkrótce nadejdzie, mieszkańcy zamykali się w swych domach, mówiąc o niej obraźliwe słowa. Burza czuła się z tym bardzo źle i samotnie. Nikt nie dostrzegał jej piękna i nawet nie chciał go dostrzec! Fakt, miała dość wybuchowy charakter, jednak potrafiła stwarzać wspaniałe widowiska na niebie. Nie rozumiała, dlaczego wszyscy tak się jej boją i nie chcą jej nawet poznać!

Pewnego pięknego dnia, kiedy nikt nie spodziewał się żadnych zmian pogodowych, Burza postanowiła uderzyć z pełną parą. Chciała dać w kość mieszkańcom, którzy od rana wciąż mówili uradowani:

 

-Ahh, jaka piękna dziś pogoda! Dobrze, że nie ma tej wstrętnej Burzy, zepsuła by wszystko.

 

W tym momencie Pani Burza, poczochrała swoje włosy i postanowiła wkroczyć do akcji.

 

Trach!!!- Potarła rękawy swojego swetra i puściła w niebo ogromną błyskawicę, mrucząc przy tym złośliwie.

 

-Uciekać, chować się!- w miasteczku zapanował chaos.

 

Nikt się tego nie spodziewał. Nikt się JEJ nie spodziewał. Tego było już za wiele.

 

-Trzeba z nią zrobić porządek. Nie może nas tak zaskakiwać!- krzyczeli mieszkańcy Tęczowego miasteczka.

 

Postanowili posłać do niej Burzołapacza. Był to silny chłop, z kędzierzawą czuprynką, który nie bał się niczego i postanowił podjąć się tego zadania. Wziął duży worek, w którego chciał pochwycić Panią Burzę, oraz piorunochron. Wspiął się na najwyższą górę w miasteczku i wtedy ją ujrzał. Siedziała skulona na chmurze, wydając z siebie jakieś buczące dźwięki. Już nie puszczała piorunów. Płakała. W Tęczowym miasteczku zaczęło mocno padać. Burza, odwróciła się do Burzołapacza i spojrzała na niego zaszklonymi oczami. W tym momencie coś go uderzyło i poraziło w jej urodzie. Miała nieład na głowie, tak jak on. Nosiła swetry, tak

jak on. No i te piękne, granatowe niczym nocne niebo- oczy. Wspiął się na chmurę i dotknął jej dłoni.

 

Tssyt!- Coś zaiskrzyło! Zapewne to od elektryzujących się swetrów.

 

Zapomniał już co miał zrobić, zapomniał, że miał ją porwać i uwięzić, by już nigdy nie psuła nastroju mieszkańców. Zakochał się.

-Jesteś najpiękniejszym zjawiskiem na całym niebie i Ziemi- szepnął i pocałował ją w policzek.

Burza spłonęła rumieńcem, a oczy jej zabłysnęły.

Pokazała mu swoje umiejętności. Był zachwycony. Dlaczego wcześniej tego nie dostrzegł? Postanowił pokazać piękno Pani Burzy, całemu Tęczowemu miasteczku. Wyjaśnił, że mogą oglądać jej pokazy za oknem w domu, żeby czuć się bezpiecznie i nie muszą się na nią złościć, lecz ujrzeć jej wyjątkowość. Przecież gdyby na świecie wciąż tylko była słoneczna pogoda, to byłoby nudno, a ludzie nie mogliby zatęsknić za pogodnymi dniami. Mieszkańcy wysłuchali go i postanowili dać Burzy szansę.

Burzołapacz, jak się okazało miał na imię Grom i pochodził z krainy o nazwie Jasne Niebo. Jak widać, wiele łączyło go z Panią Burzą i dlatego pewnego pochmurnego dnia, poprosił ją o rękę. Nie chcieli długo czekać, wzięli ślub błyskawiczny, w końcu była to miłość od pierwszego…błyśnięcia. Wesele było cudowne, choć troszkę niebezpieczne, gdy Grom z Jasnego Nieba zaczął puszczać pioruńskie fajerwerki. Ale w końcu, nie często się bywa na takich weselach, prawda?

Odtąd siedzieli razem na chmurze, w swoich ciepłych swetrach i razem stwarzali nieopisane zjawiska na niebie. Do dziś słychać ich pomrukiwanie i wspólne grzmienie gdzieś tam wysoko, wysoko nad ziemią. A kiedy się kłócą?! To dopiero jest bombowo!